| Bank wiedzy |
| << poprzedni artykuł następny artykuł >> |
Patrzeć i chcieć widzieć Łukasz Majewski Laureat konkursu „Esej z Karpatami w tle” I miejsce w kategorii Karpacki Krajobraz Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami tam gdzie jeszcze nie ma hipokrytów. Ups! Miałem na myśli hipermarkety! Mianowicie w Czorsztynie (a już miałem napisać pięknym Czorsztynie - tylko przypomniałem sobie ze tam ktoś zaporę postawił, pewnie dlatego nie ma tam hipermarketów. Betonu zabrakło). Stoi sobie, choć wygląda jakby się wywracał - stary zamek. Myślą państwo, że to przesada - za siedmioma górami i lasami. Przecież to tu, pod nosem. Zależy skąd kto liczy. Tak więc gdy byłem na tym zamku, mą uwagą przykuł fantastyczny, niebiańsko kolorowy pejzaż, rodem z obrazów tych najpiękniejszych. Poczułem nieodpartą pokusę uwiecznienia tego piękna na zdjęciu. Normalnie bajka. Malutkie, kolorowiutkie poletka ułożone jak moherowy dywan, czekający na przyjazd wielkiego prezydenta. W tle ciemniejsze lasy świerkowe. Nad tym wszystkim delikatnie unosząca się mgiełka. Południowe słońce bawiło się kontrastami kolorów doszukując się jeszcze delikatniejszych odcieni. Normalnie żyć nie umierać. No to pstryk i jest. Kumple pękną z zazdrości. I do Ligi Ochrony Przyrody na konkurs fotograficzny wyślę. Dwa dni później Zdjęcia wywołane, ładne jest to, no i tamto. O ! Nareszcie jest moja bajeczka ! Jakie dokładne - normalnie cudo ! Ful wypas – samozachwyt! Wiecie państwo jak to jest gdy człowiek jest z czegoś dumny. Więc przyglądam mu się, przyglądam i......... no nie! Jakieś przebarwienia na zdjęciu! Pewnie przy wywoływaniu! Takie ładne zdjęcie ktoś zepsuł! Przyglądam się dokładniej i zauważam to, czego nie zauważyłem wcześniej. Te niby przebarwienia są zaśnieżonymi zboczami ogromniastych, zasnutych mgłą karpackich gór. Piękny krajobraz pól i lasów pod monumentalnym, chłodnym, ojcowskim okiem, delikatnie zarysowanych we mgle gór. I to koniec pięknej bajki. Uciąłem je o jakieś 1000 metrów. Taki spostrzegawczy jestem! Ale przysięgam, że tam była mgła. No i to słońce i aparat słaby. Co? Amatorszczyzna ? OK. Było minęło. Jednak te kolorowe poletka zapadły mi mocno w pamięci i jak sielankowy obraz w epopei narodowej widzę to: „(…) wszystko przepasane jakby wstęgą, miedzą zieloną, na niej z rzadka ciche grusze siedzą (…)” Proszę zauważyć, iż napisałem ten cytat szeptem. Ponieważ ogromna część karpackich miedz ma nieuregulowane sprawy własnościowe do dziś. Większość chłopów bardziej koncentrowała się na prześciganiu w podorywaniu miedzy niż na jej prawnym wyznaczeniu. A od aktów notarialnych chłop bardziej cenił sobie to, co mówił mu jego ojciec - chłop, a co temu z kolei przekazał tamtemu jego ojciec - chłop itd. Jak daleko wstecz sięgnąć. Po latach tylko jedno było pewne że „miedza to rzecz święta”. Zatargi o miedze, jak wojny religijne, zawsze się tliły i odradzały. Góralska zawziętość to jak woda na młyn dla problemów z sąsiadami. Jak tu zrozumieć te wszystkie chłopskie batalie pod kryptonimem „miedza”? Ileż mogło urwać tej gleby najwyżej jedno przejście pługa? Czy warto było stwarzać problemy sąsiedzkie dla gleby pod 10 ziemniaków? Może logika była taka, że sąsiad będzie miał mniej o te 10 ziemniaków no a wtedy 10+10 (niby dodawanie) a dla chłopa była to różnica. Aż o 20 potencjalnych ziemniaków. Wtedy te 20 nadprodukcyjnych i wirtualnych kartofli mogłoby zostać upieczonych w ognisku. Niech widzą sąsiedzi, że dobrego gospodarza stać i pozwolić może sobie na cieplutkie ziemniaczki w czarniutkich koszulkach prosto z ogniska, namaszczone wiejskim masełkiem i solą do smaku. A reszcie to tylko dym z ogniska w oczy. Mnie aż ślina cieknie. Wiele bym dał za te 20, no może 5 ziemniaczków.... Kto da więcej? Jednak przebiegły sąsiad może ubiec podorywanie miedzy i rozpocząć budowę jej umocnień. Procedura barykadowania zdaje się być prosta. Należy do koszyka zebrać kamyki z pola i ułożyć na miedzy. Do koszyka i na miedzę. Koszyczek – miedza. Koszyczek - miedza. -A skąd kamienie w polu? - ano ze skał, -a skąd skały? - ano z gór, - a skąd góry? - ano z chmur. Nie? A to skąd? Musicie Państwo zdać sobie sprawę, iż uprawa gleby na terenach górskich to nie jest prosta rzecz. Takie barykadowanie miedz ma głębszy sens. Według tradycyjnego gospodarowania, z dziada pradziada. Po pierwsze. Orać pola górskie należy w poprzek stoku, żeby woda opadowa nie spływała za szybko. Po drugie. Skiba powinna odkładać się w górę zbocza. Po trzecie. Ciężko koniowi wytłumaczyć, że musi pracować ciężej. W rezultacie, krakowskim targiem orze się w poprzek stoku, ale skiba układa się w dół zbocza. W związku z tym następuje spływanie warstwy ornej w dół, do sąsiada. Aby temu zapobiec tarasujemy poletka układając na miedzy kamyki i wszystko inne, co się da. Każdy koszyk kamieni to czystsze pole, mocniejsza miedza i najprawdopodobniej zrelaksowany przy zbieraniu kamieni rolnik. Jest jeszcze jeden duży plus istnienia miedz. Daję państwu 30 sekund na zastanowienie, co to może być..... 29, 30, STOP. Sprawdzam domysły! Ja akurat zdałem sobie sprawę, że nie uprawiane przestrzenie między polami to istne banki genów roślinnych, niejednokrotnie endemitów. To także schronienie dla najrozmaitszych owadów, płazów, gadów, zwierząt a nawet ludzi. Miedza – czyli tak zwana „ziemia niczyja”, to ostatnia szansa dla usuwanych z pola chwastów. Jeśli uwierzyć w słowa R. W. Emersona: „chwast to roślina której zalety nie zostały jeszcze odkryte”, to może kiedyś miedze uzyskają status najcenniejszych ziołowych aptek. Ponadto w kamieniach na miedzach świetnie egzystują wszelkiego kalibru jaszczurki. Te zwinne zielone i te żółto - czarne o kręconych włosach i skośnych oczach - ślamazary. Gdyby dodatkowo ktoś zaglądnął w głąb usypisk kamiennych, to ujrzałby normalnie jaja – ich jaja! Możliwe, że to wszystko jest zbyt małe i można nie zauważyć, że miedza żyje swoim życiem. Jednak jabłonie czy grusze na miedzach widać i można nawet skosztować dobrej, tradycyjnej, zapomnianej odmiany. Drzewa w miedzach to przede wszystkim schronienie od spiekoty południowego słońca i odpoczynek w cieniu. Ich posadzenie było wynikiem tego, że nasi pradziadkowie pomyśleli albo zdążyło ich trochę przypalić słońce, podczas pracy w polu. Już nawet Kochanowski pisał: „(…) siądź pod mym liściem, a odpocznij sobie nie dojdzie cię tu słońce przyrzekam ja tobie (…)” Szczerze mówiąc nie należy brać tego cytatu na poważne, bo to chyba jakaś lipa była. Jednak podczas upału każdy cień na wagę złota. Stare drzewa owocowe w górskich miedzach, to niejednokrotnie pomniki przyrody. Zapewne były światkami ciekawych historyjek z życia karpackiej wsi. Może nawet miłosnych uniesień jakiejś Hanusi ze Staskiem. Zapewne niejeden wianek pozostał na konarach takiej jabłoni gdy jakiś Juzek obiecał Marysi gruszki na wierzbie. Może na dodatek i wilka złapali. Oj działo się, działo w tym tradycyjnym rolnictwie. Każdy kochał coś uprawiać! Nic odłogiem leżeć prawa nie miało. A teraz co? Nawet dopłaty bezpośrednio do uprawiania nie pomagają. A dawniej dopłat nie było, bieda była, a ludziska się do roboty na roli garnęły. Jeśli już o ubóstwie wspomniałem, to o symbolach polskiej biedy należałoby napomknąć. Takim chodzącym symbolem polskiej biedy była koza. Ekonomiczne zwierze, dające mleko, a zjadające najgorsze zielska, chwasty i krzewy. Trudno to sobie może wyobrazić, ale taka miedza i jej roślinność, to dla kozy szwedzki stół. Normalna czerwona krowa, jak przystało na polską górską rasę, widząc co koza pożera to mało zawału nie łapie. Bo krowa to najchętniej by u sąsiada jadła. U sąsiada wszystko jakby bardziej zielone. I kukurydza. I liście buraków. I zboże. Miedza natomiast to dla niej pewnie taki rancik u żłobu, czy coś tam. Smutnym zjawiskiem jest, iż najmniejszą świadomością o wartości miedz karpackich wykazują się barany. Można to próbować tłumaczyć specyfiką ich bytowania w Karpatach. Ich szerokie horyzonty pokarmowe (zapewnione przez karpackie hale), gwarancja sukcesu zawodowego (dzięki uzyskaniu certyfikatu Unii Europejskiej dla oscypka) oraz ogólny dobrobyt ogłusza i oślepia na potrzeby innych środowisk karpackich. Jednak barany i tak są nieodwołalnie wplecione w pejzaż Karpat. Trudno jest w obecnych czasach rozsądnie korzystać z zasobów Karpat, nie szkodząc im. Wszystko potrzebuje swego rozsądnego bacy i szczekającego, opiekuńczego owczarka. Każda forma zwrócenia uwagi na bogactwa Karpat, to inwestycja w podnoszenie świadomości i wzrost zatroskania o los tego najpiękniejszego regionu Polski. Żeby dbać należy zauważyć. Żeby zauważyć należy wiedzieć. Żeby wiedzieć należy chociażby przeglądać portal „Zielone Karpaty”. Interesujmy się Karpatami. Podziwiajmy to co jeszcze nie zostało zniszczone przez anty-tradycyjne gospodarowanie regionem. Zauważmy piękno w zwykłym karpackim życiu. Podziwiajmy rzeczy proste w Karpatach. Wyrażajmy szacunek dla wszystkiego, co ludowe i autentyczne na tym obszarze. Niech przypisywana nam łatka ”cudze chwalicie swego nie znacie” przejdzie do lamusa. Róbmy chociażby zdjęcia krajobrazów. Piszmy o nich eseje oraz wiersze. Wpatrujmy się w karpackie miedze, przydrożne kapliczki, wsłuchujmy się w beczenie kozy, bajania Sabały. To wszystko tworzy obraz Karpat. Być może z czasem zauważymy, że Karpaty oprócz pięknego krajobrazu mają duszę! P.S. Co mnie natchnęło …
|

